Bałtycka morszczyn jest ważnym elementem równowagi morskiej, a pośrednio również światowego klimatu. Bogaty w witaminy i minerały, stanowi także źródło zaskakującego odkrycia naukowego, które znacząco poprawiło ludzkie zdrowie.
Mimo że nazwa tej rośliny kojarzy się raczej z wiedźmim kotłem albo dokuczliwym ZUM-em niż z malowniczym wybrzeżem, morszczyn pęcherzykowaty jest kluczowym elementem pływowych ekosystemów i globalnego klimatu. Jest też skarbnicą składników odżywczych, która na stałe zapisała się w historii jako ważna część ludzkiego zdrowia – jeszcze zanim mieliśmy jakiekolwiek pojęcie, jak i dlaczego działa. Ten wpis nawiązuje do 1 marca jako Światowego Dnia Traw Morskich, przekonując, że brunatnice, takie jak morszczyn pęcherzykowaty, zasługują na równie dużo – jeśli nie jeszcze więcej – uwagi i sympatii niż trawy morskie.
Światowy Dzień Traw Morskich
Niektóre oficjalnie uznane przez ONZ międzynarodowe dni z natury rzeczy cieszą się dużym rozgłosem. Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, na przykład, zwykle spotyka się z żywym odzewem i sporą publicznością, kiedy poligloci na całym świecie oddają hołd swoim językom ojczystym, a w Międzynarodowy Dzień Zrównoważonego Transportu szkoły zabierają dzieci na spacery, wycieczki rowerowe albo podróże autobusem. Inne daty, choć brzmią mniej przyjemnie, są mimo to kluczowe, jak Międzynarodowy Dzień Eliminacji Przemocy wobec Kobiet czy Międzynarodowy Dzień Zerowej Tolerancji dla Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych, których znaczenie jest oczywiste dla każdego, kto ma choć odrobinę pecha znać realia tego świata. Na tle tak poruszających tematów można by się zastanawiać, dlaczego więc trawy morskie mają swój własny dzień? Przytoczmy słowa osób, które zagłosowały za tym wyróżnieniem:
W skrócie: trawy morskie mają własne święto, bo dają morskim stworzeniom cały ekosystem, pomagają oczyszczać nasze morza, chronić nasze wybrzeża i potrafią wyciągać z wody tony węgla, a ostatecznie także z atmosfery. Są niezbędną częścią samoregulującego się mechanizmu oceanu, który niestrudzenie działa, żeby wszystko było w równowadze. I tak, robią to nawet wtedy, gdy przyprawiają cię o ciarki, gdy ich źdźbła ślizgają się między twoimi palcami, kiedy idziesz popływać i za nisko machasz nogami. Takim dzielnym, choć niedocenianym bohaterom można wybaczyć, że czasem trochę nas obrzydzają.
Pęcherzyca pod wodą
Zielone i niebieskie systemy węglowe
Współczesne rozmowy są pełne wzmianek o węglu, śladzie węglowym, pochłaniaczach węgla, kredytach kompensujących emisje i tym podobnych rzeczach. Nasza planeta ma dwa główne systemy ograniczania lub regulowania ilości węgla w atmosferze: zielony węgiel i niebieski węgiel. Zielony węgiel obejmuje cały węgiel magazynowany w ekosystemach lądowych – w pniach, korzeniach, liściach, gałęziach i w glebie, w której rosną – natomiast niebieski węgiel opisuje podobne procesy zachodzące pod wodą. Brzmi dość zwyczajnie. Szokujące jest to, o ile lepiej ekosystemy wodne radzą sobie z wychwytywaniem węgla.
Roślinność morska potrafi rosnąć w zawrotnym tempie: niektóre gatunki alg osiągają w sprzyjających warunkach 50 centymetrów dziennie, a niektóre gatunki kelpów aż 2 metry dziennie. To niesamowite tempo wzrostu pozwala niebieskim systemom wychwytywać węgiel o rzędy wielkości szybciej niż porównywalne powierzchnie ekosystemów lądowych. Jakby to i tak nie było wystarczająco imponujące, te systemy potrafią zatrzymać ten węgiel na znacznie dłużej: ekosystemy morskie nie są narażone na pożary lasów, które ponownie uwalniają węgiel do atmosfery, bo magazynują go w podmokłych, beztlenowych glebach. W efekcie węgiel, który wychwytują, może pozostać uwięziony nawet przez tysiące lat – czego pochłaniacze węgla w środowiskach tlenowych po prostu nie są w stanie dorównać. I tak jak te systemy po cichu regulują chemię planety, tak niektóre rośliny morskie od dawna wpływają też na chemię ludzkiego organizmu, o czym przeczytasz więcej poniżej.
Roślinka o nazwie Bladderwrack
Bladderwrack, czyli najbardziej przydatna handlowo z brunatnic, świetnie przystosowała się do przetrwania w swoim środowisku – z jego niekończącym się rytmem odpływów i przypływów, wysokiej i niskiej wody, raz wystawiona na pełne słońce, a następnego dnia całkowicie zanurzona. Jednym z jej ewolucyjnych trików są liczne pęcherzyki powietrzne, dzięki którym ta morska roślina dostała w nazwie część „bladder” (pęcherz). Ich zadaniem jest utrzymywać plechy pionowo pod wodą, tak żeby organizm łapał jak najwięcej światła słonecznego, zamiast po prostu zwinąć się w stertę na dnie morza. Druga część nazwy, „wrack”, jest spokrewniona z drugą częścią słowa „shipwreck” (wrak statku), bo oderwane okazy często wyrzucane są na brzeg. A że jesteśmy z natury ciekawskimi stworzeniami, jeśli coś morze wyrzuci na ląd, jest spora szansa, że prędzej czy później jakiś człowiek spacerujący po wybrzeżu spróbuje znaleźć dla tego jakieś zastosowanie.
Listownica pęcherzykowata – plecha
Morszczyn pęcherzykowaty, zdrowie człowieka i odkrycie jodu
Co morszczyn pęcherzykowaty ma wspólnego z próchnicą zębów? Oba te wątki doprowadziły do jednych z najbardziej udanych i najłatwiejszych do wprowadzenia globalnych kampanii zdrowotnych rządów w historii ludzkości. Na przełomie XIX i XX wieku pewien amerykański dentysta z Colorado Springs zauważył, że tamtejsza społeczność ma wyjątkowo mocne zęby, odporne na próchnicę. Zbyt ciekawski, by to zignorować, w ciągu kilku lat zebrał wystarczająco dużo dowodów, by wykazać, że miejscowe populacje, które miały naturalnie wysoki poziom fluoru w wodzie, naturalnie rozwijały też mocniejsze, odporne na próchnicę zęby. W społecznościach z ufiltrowaną fluorem wodą notowano nawet o 60% mniej przypadków ubytków u dzieci – liczba tak znacząca, że zwróciła uwagę rządu. W ciągu kilku dekad fluoryzacja wody stała się standardem krajowym w Stanach Zjednoczonych, a dziś niemal 70% obywateli czerpie fluor prosto z kranu.
Podobna historia wydarzyła się z morszczynem pęcherzykowatym, choć tym razem to ogień, a nie woda, ujawnił obecność pierwiastka, który wszystko zmienił. Gdy wojska Napoleona maszerowały przez Europę w pogoni za dominacją na kontynencie, ich zapotrzebowanie na proch strzelniczy było nie do zaspokojenia. Gdy wyczerpały się zasoby popiołu drzewnego, stanowiącego jedno z głównych źródeł azotanu potasu, czyli saletry, fabryki saletry zaczęły spalać wodorosty, które rosły obficie na atlantyckim wybrzeżu Francji. Francuski chemik Bernard Courtois próbował wyczyścić jedną z takich spalarni wodorostów i sięgnął po kwas siarkowy, żeby to zrobić. Nie miał pojęcia, że morszczyn pęcherzykowaty jest pełen jodków, które kwas siarkowy utlenił do jodu. Nagle komora wypełniła się fioletowymi oparami, które z czasem skrystalizowały na powierzchniach. W ten zupełnie przypadkowy sposób odkrył pierwiastkowy jod, który nazwał od greckiego słowa oznaczającego kolor fioletowy.
Jod pierwiastkowy
Wieści w środowisku naukowym rozchodziły się błyskawicznie i wiadomość o odkryciu szybko dotarła do szwajcarskiego lekarza Jeana Coindeta, który miał już na koncie sukcesy w leczeniu wola przy pomocy gąbek morskich, chociaż nie miał pojęcia, dlaczego to działa ani co dokładnie gąbki dostarczały organizmowi, żeby przeciwdziałać tej dolegliwości. Wiedział też, co kluczowe, że ludzie mieszkający nad morzem rzadko miewali wole, podczas gdy w głębi lądu było ono bardzo powszechne. Kiedy usłyszał o wyizolowaniu jodu przez Courtois, wysnuł przypuszczenie, że być może to właśnie ten pierwiastek sam w sobie leczył wole, a populacje nadmorskie przyjmowały go wystarczająco dużo w swojej codziennej diecie, która faktycznie często obejmowała morszczyn pęcherzykowaty i inne brunatnice jako normalne składniki potraw. Późniejsze badania wykazały, że morski jod trafiał też do przybrzeżnych łańcuchów pokarmowych nawet bez bezpośredniego jedzenia samego morszczynu.
Wciąż nie znając dokładnego mechanizmu, Coindet zaczął leczyć pacjentów z wolem wyizolowanym jodem. Niemal sto lat później, w Niemczech, w 1896 roku, chemik Eugene Baumann udowodnił, że jod koncentruje się w tarczycy; powiększona szyja typowa dla wola była w gruncie rzeczy rozpaczliwą próbą tarczycy, by znaleźć wystarczająco dużo jodu do produkcji jej hormonów, tak kluczowych dla regulacji i metabolizmu organizmu. 150 lat zgłębiania zależności między jodem a zdrowiem tarczycy później i wole jest dziś prawie niespotykane, bo w większości krajów świata standardem stała się sól jodowana. Podobnie jak w przypadku fluoru wyżej, proste dodanie jodu do soli kuchennej w dużej mierze uwolniło świat od stosunkowo powszechnego problemu.
Co się dzieje przy niedoborze jodu?
Mineralna podstawa
Nic dziwnego, że społeczności nadmorskie szybko odkryły, że morszczyn jest wartościowym składnikiem. Wiemy, że de gustibus non disputandum est, więc nie będziemy próbować przekonywać sceptycznych miłośników lądu do smaku i konsystencji glonów w diecie. Każdy, kto jadł sushi, miał już oczywiście okazję spróbować wodorostów, ale rozumiemy, że ludzie Zachodu raczej nie ustawiają się w kolejce, żeby wbić widelec w sałatkę z morszczynu. Jeśli jednak wciąż się wahasz, rzut oka na jego profil odżywczy może przechylić szalę we właściwą stronę.
Żeby nie zasypywać cię szczegółami chemii organicznej, większość masy morszczynu (z wyłączeniem wody) stanowią kwasy alginowe, głównie alginian wapnia. Ten naturalny polimer ma taką strukturę, że bardzo skutecznie wiąże inne minerały z wody, w której morszczyn rośnie. Dzięki temu jest naładowany najważniejszymi minerałami, przede wszystkim jodem (o którym była już mowa wyżej), wapniem, magnezem, potasem, żelazem, solą sodową, cynkiem, krzemem i siarką, a także witaminami A, C i z grupy B. Dodatkowo jest bogaty w błonnik rozpuszczalny (wspomniany wyżej alginian wapnia), a także kluczowe przeciwutleniacze. [1] Poza korzyściami dietetycznymi wstępne badania laboratoryjne wykazały również, że morszczyn obiecująco działa na stymulację produkcji kolagenu w skórze właściwej, [2] a inne badania wskazują, że ma silne właściwości przeciwzapalne. [3] Wszystko to składa się na roślinę o imponującym i bardzo bogatym profilu składników odżywczych oraz szerokim wachlarzu potencjalnych zastosowań prozdrowotnych.
Mała uwaga: morszczyn może być przeciwwskazany, jeśli przyjmujesz inne leki, ponieważ może wchodzić w interakcje z lekami rozrzedzającymi krew, lekami przeciwarytmicznymi (np. amiodaronem) oraz lekami na tarczycę, a także z dziurawcem, miłorzębem japońskim i korzeniem kozłka lekarskiego. Pamiętaj też, że morszczyn jest tak dobrym źródłem jodu, iż osoby z objawami nadmiaru jodu powinny ograniczyć jego spożycie.
Wysuszenie
Dlaczego kochamy tę historię
Historie o składnikach takich jak morszczyn pęcherzykowaty (bladderwrack) to coś znacznie więcej niż tylko historyczne ciekawostki. Odsłaniają dokładnie ten sam schemat, z którego narodziło się Junai: żywe, niepodrabialne spotkanie tradycji i nauki. Tak jak morszczyn rośnie tam, gdzie morze styka się z lądem, dokładnie w tym miejscu Junai postanawia zająć swoje stanowisko: tradycje są bezcenne, nauka jest fantastyczna, ale kiedy nauka potrafi wejść i wyjaśnić mechanizmy stojące za lokalnymi zwyczajami, wiemy, że znaleźliśmy składnik, który naprawdę „czuje się jak w domu”. A kiedy ten składnik robi tak wiele dobrego dla naszej planety, kiedy akurat nie działa cuda dla naszych ciał, to jest nie tylko domem, ale i prawdziwym „home runem”. I właśnie dlatego włączyliśmy morszczyn pęcherzykowaty do naszego Junai Her.
Choć na swój sposób był oczywiście intelektualnie ciekawy świata, Coindet praktycznie nie przejmował się mechanizmem działania morskich gąbek używanych do leczenia wola tarczycowego. Obchodziło go tylko to, że działały. Nawet kiedy odkrył, że to jod wykonuje całą robotę, spokojnie kontynuował swoje działania, nie wiedząc jeszcze, jak dokładnie tarczyca go wykorzystuje. To głęboko współgra z samym rdzeniem filozofii Junai, czyli z szacunkiem dla kultur, które pracują z lokalnymi składnikami od stuleci. Jeśli wystarczająco wiele kultur składa podobne deklaracje albo używa tego samego składnika w podobnym celu, to już powinno wystarczyć, by wzbudzić naukową ciekawość. A naukowa ciekawość powinna prowadzić do rzetelnej eksploracji substancji aktywnych, ich zastosowań, środków ostrożności i odkryć.
Historia Coindeta przypomina nam też, że nauka nigdy nie stoi w miejscu. Jakiś składnik może przez pokolenia służyć bardzo konkretnemu celowi na długo przed tym, zanim nauka w pełni zrozumie mechanizmy jego działania. Kiedy badania w końcu potwierdzają to, co lokalne tradycje praktykowały przez stulecia, nadają im pełną rangę i zmieniają je z remedium w lek. Linia brzegowa i laboratorium wcale tak bardzo się od siebie nie różnią. To po prostu dwa różne punkty widzenia na tę samą prawdę.
Morszczyn pęcherzykowaty
Wodorosty bąbelkowe to brązowe glony morskie znane z licznych korzyści zdrowotnych dla ludzi. Mogą pomóc w poziomie hormonów u kobiet, a ich związki wspierają utratę wagi.
Chlorella
Chlorella to jednokomórkowa zielona alga, która często jest stosowana jako suplement diety ze względu na swoje bogate wartości odżywcze. Zawiera wysokie stężenia białek, witamin, minerałów i przeciwutleniaczy, które mogą przyczynić się do ogólnego zdrowia i samopoczucia.
Powiązane produkty
Junai Her
- Jod z brunatnic wspomaga prawidłowe funkcjonowanie tarczycy.
- 10⁹ kultur L. rhamnosus wspierających zdrową naturalną florę.
- Chlorella, witamina B6 i czarny pieprz pomagają w oczyszczaniu organizmu z wolnych rodników.
- Witamina B6 przyczynia się do regulacji aktywności hormonalnej oraz zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia.
Powiązane wpisy
Dlaczego chlorella jest tak ważna dla wzmocnienia kobiecego układu odpornościowego
Czy ostatnio czujesz się nienaturalnie zmęczona? A może ostatnio częściej łapiesz różne infekcje? Junai Her jest pełen chlorelli, która wzmacnia twój układ odpornościowy.
Mikroskładniki odżywcze: dlaczego twój organizm kocha te niezbędne witaminy i minerały
Mikroskładniki odżywcze napędzają twoją energię, odporność i ogólny dobry flow.